Historia serialu „07 zgłoś się” miała
swój początek...
Na jednej z wewnętrznych narad w
Komendzie Głównej MO pod koniec lat 60. (…). Zadecydowano wtedy, że należy
podjąć takie działania, które w interesujący dla odbiorców sposób przekazywać
będą pożądaną propagandową treść. Zadanie opracowania szczegółów tej strategii
otrzymali pułkownik Zbigniew Gabiński, dyrektor Oddziału Kontroli, Badań i
Analiz KG MO i ppłk Władysław Krupka,
odpowiedzialny w KG MO za kontakty z filmowcami, literatami i dziennikarzami. W
1967 r. Gabiński i Krupka zaproponowali przełożonym wydawanie serii opowiadań
kryminalnych dla dorosłych czytelników oraz serii komiksów dla dzieci i
młodzieży. Po zaakceptowaniu tej decyzji, nawiązana została współpraca z
wydawnictwami Iskry (seria „Ewa wzywa 07”) oraz Sport i Turystyka (seria
komiksów z kapitanem Żbikiem).
W połowie lat 70. postanowiono
zrealizować serial telewizyjny, który byłby filmowym odbiciem opisanej powyżej
strategii. Zadania tego podjął się Krzysztof Szmagier, a rezultat znamy
wszyscy. Jednak „07 zgłoś się” nie był jedyną propozycją, jaka wówczas padła…
W kwietniu 1976 r. Zespół Filmowy „Silesia”
przesłał do PRF Zespoły Filmowe
w Warszawie scenariusze trzech pierwszych odcinków planowanego serialu pod
roboczym tytułem „Ewa wzywa 07” (lub „Ewa wzywa”). Ich autorem był Paweł Komorowski,
który miał też pełnić funkcję reżysera. Twórca zrealizował wcześniej klasyczny kryminał
„Kocie ślady” (1971) oraz mocno sensacyjne „Brylanty pani Zuzy” (1971), jednak największą
sławę przyniósł mu serial „Przygody pana Michała” (1969). Miał już więc pewne doświadczenie,
zarówno jeśli chodzi o gatunek, jak i format.
Wspomniane scenariusze znajdują się obecnie w zbiorach FINA. Pierwowzorem pierwszego, zatytułowanego "Druga twarz", była
mikropowieść Władysława Krupińskiego „Celny strzał”, opublikowana
jako 58. zeszyt serii wydawniczej „Ewa wzywa 07”. Tekst "Koło się zamyka" powstał na podstawie "Tajemnicy gotyckiej komnaty", „Kim pan jest?” to z kolei adaptacja zeszytu nr 82 „Jak pan przeniósł ten gryps?”. Tekst ten wykazuje znaczące podobieństwo do pochodzącej z 1970 r. powieści Aleksandra
Minkowskiego „Major opóźnia akcję”,
która stała się podstawą pierwszego odcinka serialu „07 zgłoś się” Krzysztofa
Szmagiera. W obu przypadkach bohaterem jest młody człowiek, który po wyjściu z
więzienia dołącza do zorganizowanej grupy przestępczej, a w toku akcji
okazuje się milicjantem działającym pod przykrywką.
Projekt rzecz jasna nie uzyskał
akceptacji – w końcu trwały już prace nad pierwszymi odcinkami „07 zgłoś się”.
Mimo to „Silesia” nie złożyła broni i w lutym 1977 r. zakupiła prawa do 7
powieści Władysława Krupki-Krupińskiego, określonych na tym etapie jako „nowele
filmowe”.
Tylko dwie z nich zostały wcześniej wydane drukiem - „Skok śmierci” (1969) i „Zachłanność mordercy” (1977). Kolejna, „Skazałeś ją na śmierć” (1978),
ukazała się w formie książkowej już po złożeniu tekstów w „Silesii”. Pozostałe – „Konkurenci”, „Zdradziła go
laska” i „Muszę pana aresztować”- nigdy nie trafiły na półki księgarń, choć nie
wykluczam, że zawarte w nich pomysły pojawiają się w komiksach z serii „Kapitan
Żbik”, tak jak stało się to w przypadku „Skazałeś ją na śmierć”.
Ostatecznie serial „Ewa wzywa 07”
miał składać się z siedmiu godzinnych odcinków. Były to:
1. „Konkurenci” (pierwowzór:
Władysław Krupka-Krupiński „Konkurenci”)
2. „Skok śmierci” (Adrian Czobot
„Skok śmierci”)
3. „Czarny dym” (W. K-K. „Muszę pana
aresztować”)
4. „Śmierć w parku” (W. K-K. „Zdradziła
go laska)
5. „Piękna żona” (W. K-K. „Skazałeś
ją na śmierć”)
6. „Naoczny świadek” (W. K-K. „Zachłanność
mordercy”)
7. „Farba do rudych włosów” (brak
pierwowzoru literackiego)
Powyższa lista jest jednocześnie
prawdziwa i… no cóż, nie całkiem prawdziwa. Dlaczego? Otóż Paweł Komorowski,
który na podstawie nowel pisał scenariusze kolejnych odcinków, najwyraźniej
miał kompletnie inną wizję niż Krupiński. Już w trzecim epizodzie postanowił odciąć
się od literackich korzeni. Poważnie okroił powieść „Muszę pana aresztować”,
pozostawiając właściwie tylko jeden, mocno zresztą zmodyfikowany wątek.
Zachował nazwiska części bohaterów, ale wpisał ich w niemal całkowicie nową
historię. Ograniczył skalę zbrodni – z kilku trupów ostał się jeden, a
sensacyjna afera przeobraziła w makabryczną, lecz kameralną sprawę rodzinną. Jednak
prawdziwej secesji Komorowski dokonał w końcowym fragmencie scenariusza. Oto po
zakończeniu śledztwa główny bohater większości nowel Krupińskiego,
kapitan/major Mirski zwraca się do swojego podwładnego, młodego porucznika
Kazimierza Jargiełły:
- Cieszę się, że brałeś udział w tej sprawie. (...) jak się dowiedziałem, dostajesz nowy przydział i zaczniesz samodzielną pracę w małym miasteczku.Ta sprawa jest dość typowa dla tego środowiska. Mimo, że miała miejsce w wielkim mieście, wszystkie jej aspekty przypominają małomiasteczkowe problemy.
Tym samym koniec odcinka „Czarny dym”
miał stać się pożegnaniem serialu z Krupińskim i Mirskim.
Scenariusze trzech kolejnych epizodów
nie mają nic wspólnego z tekstami, na podstawie których rzekomo powstały. Rolę
głównego bohatera przejmuje porucznik Jargiełło, który w niewielkiej prowincjonalnej
miejscowości zajmuje się „prowincjonalnymi” śledztwami. Małomiasteczkowe
środowisko zastępuje zorganizowaną przestępczość, a elementy obyczajowe wypierają
wątki sensacyjne. W konsekwencji sprawy, które bada Jargiełło, wydają się
skromne i pospolite.
Przykład? Oto powieść Władysława
Krupińskigo „Skazałeś ją na śmierć”. A w niej tajemnicze zniknięcia,
morderstwa, fałszywa tożsamość, szantaż i międzynarodowe szpiegostwo. Adaptacją
tej powieści jest scenariusz „Piękna żona”… a właściwie NIE jest. Fabuła
autorstwa Pawła Komorowskiego przedstawia się następująco: milicja aresztuje
pijaczka z dużą sumą pieniędzy niewiadomego pochodzenia. Wkrótce potem w parku
zostają znalezione zwłoki kierownika miejscowej restauracji, brak jednak
dziennego utargu, który miał przy sobie zamordowany. Pijaczek wyznaje, że banknoty
znalazł w porzuconej teczce. Śledztwo obejmuje współpracowników ofiary, wśród
których wyróżnia się piękna kelnerka Ziuta, maltretowana przez chorobliwie
zazdrosnego męża. Sprawa okazuje się banalnie prosta i tragiczna zarazem.
Kierownika zabił pod wpływem impulsu porywczy małżonek, który mylnie uznał go
za kochanka Ziuty. W finale wychodzi na jaw, że piękna żona rzeczywiście miała romans,
ale z kimś całkiem innym...

Schemat ten powtarza się w przypadku
odcinków „Śmierć w parku” oraz „Naoczny świadek”. Zamiast brutalnych
szajek, afer i morderstw z premedytacją pojawia się nieumyślne (i nieświadome)
spowodowanie śmierci oraz napaść na tle seksualnym, zakończona przypadkowym
zgonem ofiary. Dopiero w siódmym epizodzie Komorowski wraca do modelu sensacyjnego
widowiska z szybkim tempem i „nieoczekiwanymi” zwrotami akcji. W scenariuszu „Farba
do rudych włosów” przeciwnikami milicjantów są handlarze narkotyków, których
towar trafił w ręce przypadkowego obywatela, zewnętrznie niezwykle podobnego do
porucznika Jargiełły. By schwytać przestępców bohater musi wcielić się w rolę
swojego sobowtóra.
Co szczególnie ciekawe, jest to
jedyny scenariusz, który Komorowski napisał bez „podpórki” w postaci tekstu
Krupińskiego. Major złożył wprawdzie w zespole „Silesia” siedem nowel, ale
ostatnia z nich „Bez sławy, bez nazwiska” została wycofana z serialu, ponieważ
uznano, że stanowi dobry materiał na film fabularny. Scenariusz na jej
podstawie napisał Albin Siekierski, jednak nigdy nie doszło do jego realizacji.
Trudno natomiast powiedzieć, dlaczego „Bez sławy, bez nazwiska” próbowano włączyć
do „Ewa wzywa 07”. Tekst Krupki jest bowiem propagandową powieścią historyczną,
której akcja rozgrywa się tuż po zakończeniu II wojny światowej. Całość
wykazuje niepokojące podobieństwo do książki Romana Bratnego „Śniegi płyną”,
zekranizowanej przez Jerzego Passendorfera pod tytułem „Zerwany most” (1961). Główny
bohater powieści Krupki, mężny funkcjonariusz Urzędy Bezpieczeństwa o jakże symbolicznym
nazwisku Zapora, dostaje super tajne zadanie. Udając dezertera wkrada się w
łaski przywódcy jednej z leśnych „band” i doprowadza do jej rozbicia. Niestety
okazuje się, że w międzyczasie zginęła jedyna osoba, która znała prawdę na
temat misji Zapory… W rezultacie bohaterski ubek ląduje na wiele lat w
więzieniu, jednak nie traci wiary w komunistyczne ideały. Po wyjściu na wolność
niemal przypadkowo zdobywa dowody swej niewinności. Zostaje zrehabilitowany i
radośnie wraca w szeregi UB. Koniec.

Trzeba przyznać, że Siekierski
próbował jakoś ratować ten materiał. Przede wszystkim zrezygnował z tego, co
Krupka uważał za happy end. Bohater opuszcza wprawdzie więzienie, ale nie udaje
mu się oczyścić z zarzutów. Nikt już nie jest zainteresowany tą sprawą.
Prokurator, który doprowadził do jego skazania, stwierdza bez cienia
wątpliwości, że wszystko potoczyło się prawidłowo. Wprawdzie możliwe, że
oskarżony mówi prawdę, ale cóż, nadrzędnym celem było bezpieczeństwo państwa, a
gdzie drwa rąbią… Zakończenie pozostaje tym samym otwarte i nie tak
czarno-białe, jak w wersji Krupki. Powraca jednak pytanie: jak dopasować tę
historię do kryminalnego serialu z akcją osadzoną pod koniec lat 70. XX w.?
Zapewne nigdy się nie dowiemy. Możemy jedynie spekulować, sięgając do popularnych
gatunkowych schematów. Może fabuła skupiałaby się na kimś, kto po wyjściu z
więzienia chce dowieść, że był niewinny? I albo popełnia przestępstwo w imię
zasady „cel uświęca środki”, albo też staje się ofiarą rzeczywistego sprawcy
zbrodni?
******************
Film „Bez sławy, bez nazwiska” nigdy nie
powstał. Nie zdecydowano się też na realizację serialu „Ewa wzywa 07”. Projekt
Komorowskiego nie miał szans w starciu z zyskującym błyskawiczną popularność
„07 zgłoś się”, a dwie tak podobne produkcje były nie do pomyślenia w warunkach
scentralizowanej państwowej kinematografii. Wszyscy zresztą musieli mieć tego
świadomość, co rodzi pytanie, na ile plany ZF „Silesia” były poważne? Czy
rzeczywiście zamierzano konkurować z serialem Szmagiera? A może w grę wchodziły jakieś dodatkowe, zapomniane dziś czynniki i całe przedsięwzięcie – od początku mało realne - było tylko
pretekstem dla realizacji innych celów? Nie znamy odpowiedzi na te pytania. W każdym razie „Ewa…”
przegrała wówczas z Borewiczem. Patrząc na całą sprawę z perspektywy czasu i mając świadomość, jaka wyglądałaby alternatywa, można zaryzykować stwierdzenie, że to chyba dobrze…